Pisałki
wszystkie pisałki są mojego autorstwa
knajpa pod wyciągiem
on: cały w ostatnim krzyku mody narciarskiej
wyprężony
emanujący nim od samego środka
jak młody bóg…
w ciągu godziny przez 5 minut nie załatwiał interesów przez komórkę.
ona: też w tym samym krzyku
lecz zgarbiona
przygaszona
z uśmiechem Mony Lisy przylepionym do młodej twarzy…
w ciągu godziny przez 5 minut nie bawiła się łyżeczką…
co myślała?
czy już wiedziała?
że on
nie dla niej
bo on
cały
tylko
dla
krzyku.
poranne rozmarzenie
falując na oceanie przebudzonych myśli
zatapiam się w bliskości poranka nadziei
senne rozmarzenie
otulona dreszczem twojego zachwytu
zamykam oczy
i choć myśli nie chcą składać skrzydeł
pozwalam odejść
dniu pełnemu ciebie
spotkanie
skąd TEN blask bijący od ciebie?
skąd TEN spokój w moim oddechu?
tak pewny
jak to że jesteś
tyle kwantowych przemian
tyle ciemności po drodze
byśmy się znów spotkali
bliźniaczy płomieniu
ego
wyszłam
zostawiając światło
które zgasiłeś rozmachem ego
wróciłam
zapaliłam światło
jednak ego ciągle skrywało ciemność
bo musiało coś dla siebie zostawić-
-taka jego natura
łzy nie pomogły
one zmyją smutek z twarzy
ale nie rozświetlą ciemności
schowanej głęboko przed światłem-
-nie taka ich natura
więc zostało ego ze swoją ciemnością
a ty ze swoim ego
pożegnanie
żegnaj mój słodki
już zmysłów mych nie ukołyszesz
w zwodniczej ułudzie
żegnaj świecie iluzji
milszy mi gorzki smak oliwek
prawdy
przejście
jestem
stoję w bramie
z jednego świata
w ten drugi
czemu tak trzymasz?
czemu ja trzymam?
kto wreszcie odpuści?
porwanie
rozwarte nozdrza
napięte mięśnie
tętent myśli
szaleńczy galop na oślep
w tumanach kurzu chwały
nic nie widzę
nic nie słyszę
co się ze mną dzieje?
aaa….!!!
to znowu ego ciało porwało
rozpoznanie
w krainie niepoznanego znanego
stojąc poruszam się po omacku w świetle
tylko coś w rozproszonym środku
milcząc szepcze jak iść nie idąc
wietrz(cz)nie podzieleni
odwracasz wzrok od wzroku
lękiem przed zaślepieniem
odrzucasz miłość
strachem przed zranieniem
odmawiasz sobie rozkoszy
obawą przed bólem
ciągle unikając
budujesz granice
nikt prócz nas
niby nie patrzysz
a wszystko widzisz
niby nie dotykasz
a ciągle Cię czuję
…nikt nie słyszy
westchnień ciepła
naszej bliskości
nikt prócz nas
choć tak wielu wokół…
gdy przeszłość i przyszłość gasną w obecności
kocham twe zawstydzone policzki
nadmiarem mojej uwagi
kocham gdy głośno przełykasz
onieśmielony moją bliskością
jak cudnie gdy to wszystko nagle gaśnie
zatopione w obecnej chwili
uzależniona
kiedy tak trwamy blisko
zanurzam się w twych oczu błękicie
pieszczona rzęsami.
blask zachwytu który mnie otacza
zagnieżdża spokój w skołatanym ciele
a obolałe serce zaczyna śpiewać:
chwilo trwaj!
trwaj chwilo!
blasku nigdy nie gaśnij-
-uzależniona od ciebie
…uciekam przed swoim cieniem
cisza
wdech
wydech
wdech…
słyszę Cię
Ciszo
czuję jak trwasz
pod wzburzonym morzem sytuacji
rozlegasz się na wskroś
rozbrzmiewając sensem
w każdej cząstce mojego istnienia
tu i teraz
zapatrzeni w siebie
gdy trzymasz moją dłoń
a serce w piersi szaleje
wszystko wokół zastyga
kołysaniem naszego współistnienia
zmęczona
czasem chciałabym się położyć
w gniazdku z ciepła wyciszonych ramion
kołysana błogością
myśli o tu i teraz
drzewa
drzewa-ostatnie relikty raju
wciąż kołyszą się w tamtej melodii
wzruszająco niewruszone
lamentami wzburzonego wiatru
zakręceni
w świetle jupiterów
gaśnie zmysłowość intymności
Bóg daremnie przez tłum się przedziera
omamieni obietnicą doznań
zakrzykujemy muzykę wibracji ciała
mistrz
w Jego bezwarunkowej obecności
dostaję światło do wglądów
ego traci rację bytu
budzę się do świadomej egzystencji
są chwile
są chwile…
gdy duszy struny poruszone…
wznoszą nas ku prawdzie egzystencji naszej
wibrującej pięknem…
zapomnianej codziennością…
